Chips

Find out more
about the contributors

Chips

A Polish story by Deb Scott-Lovric (from Anna Sakol's family story)


Frytki

Pewnego razu, nie aż tak dawno temu, w małym domu w wiosce na wschodzie dużego kraju, żyła wdowa, która miała wiele dzieci. Była młoda, ładna i mieszkała w małym domu ze swoją matką , ojcem i dziećmi.     

Rodzina była bardzo uboga i wszyscy byli wiecznie głodni ponieważ działo się to w czasie wojny, a ich kraj został najechany przez obcą armię. W ogródku za domem hodowali kapustę i marchewkę. Mieli także kurę, która zaopatrywała rodzinę w jajka, lecz mimo tego byli głodni.

Dzieci nie chodziły do szkoły bo szkoły były zamknięte. Zakazano im nawet nauki ich własnego języka! Pomimo tego, dzieci miały duże szczecie ponieważ ich mama była najbystrzejszą  dziewczyną w szkole gdy była młodsza, więc była w stanie nauczyć ich wszystkiego, co powinni wiedzieć. Nocami, uczyła ich czytania i pisania. Każdego dnia brała najstarsze dzieci do lasu aby pokazać im gdzie rosną jadalne grzyby. Pokazywała im, które rośliny są trujące, których korzenie nadają się do jedzenia, a nawet, które rośliny mają soczyste liście, które można żuć. Pomimo tego, dzieci chodziły głodne. 

Pewnego dnia, wcześnie rano, kiedy wszyscy jeszcze spali na górze, usłyszeli pukanie do drzwi. 

– Nie otwieraj! – powiedziała Babcia. -Możliwe, że to żołnierze, którzy przyszli nas stąd zabrać!

– Nie otwieraj! – powiedział Dziadek. – Możesz zostać aresztowana za to, że uczysz dzieci!

– Nie otwieraj- wykrzyczały dzieci. – Boimy się!  

– Nie bądźcie niepoważni! Żołnierze nie pukają do drzwi. Może to tylko sąsiad, który potrzebuje naszej pomocy.- Powiedziała wdowa i zeszła na dół aby otworzyć drzwi. 

Jednak wdowa się myliła. Kiedy otworzyła drzwi, stało przed nią dwóch żołnierzy. Jeden o jasnej, a drugi o ciemnej karnacji, obydwoje ubrani w szare mundury, obydwoje z karabinami przewieszonymi przez ramię. Żołnierz o jasnych włosach trzymał duży, brudny worek.

– Oh!- Wykrztusiła wdowa.

– Pracujemy dzisiaj w polu i chcemy frytki na obiad.  Tu, ugotuj to!- Powiedział  i wepchnął brudny worek w ręce wdowy.

– Będziemy z powrotem w południe- powiedział żołnierz z ciemnymi włosami. – Niech frytki będą gotowe na czas. – Z tymi słowami, żołnierze obrócili się i odeszli w kierunku sąsiedniego gospodarstwa.

– Frytki, – pomyślała wdowa. – Co to frytki? 

W tym czasie cała rodzina przygnała po schodach na dół, by zobaczyć co się dzieje. 

– Co to frytki?- spytała ich wdowa. Jednak nikt z rodziny nigdy o niczym takim nie słyszał, nawet Babcia i Dziadek.

– Co jest w tym worku? – spytały dzieci. 

– Czy to kot? – spytało najmłodsze.

– Może mąka? – zasugerowało najstarsze.

– Albo prezent od Świętego Mikołaja!- zawołało to najbardziej zachłanne.

Nie była to jednak żadna z tych rzeczy. Kiedy wdowa otworzyła worek, odkryła wielkie, piękne, obłocone, mięsiste, młode ziemniaki. Cała rodzina westchnęła ze zdumienia. Ostatni raz widzieli tyle ziemniaków zanim ich ojciec poszedł na wojnę.

– Jak ja mam zrobić z tego frytki?- zapytała wdowa ponownie.- Nawet nie wiem czym są frytki!

Wtedy przyszła kolej by Babcię przemówiła. – Nie bądź nie poważna! -Powiedziała i wzięła worek z rąk córki. – To są ziemniaki. Wiemy jak gotować ziemniaki! Wyszorujemy, obierzemy i ugotujemy je dla tych żołnierzy. Potem zrobimy zupę z obierek dla nas! Dalej dzieciaki, przygotujmy się!

Babcia dała każdemu z dzieci garść ziemniaków do umycia i obrania. Kiedy je przygotowały, rozpaliła ogień pod rusztem i powiesiła największy garnek nad płomieniem. Następnie wlała świeżą wodę i wrzuciła do środka pokrojone ziemniaki. Cała rodzina usiadła wokół ognia wpatrując się we wrząca i gotująca się wodę.

– Ci żołnierze zrobili z tego niezłe zamieszanie- dziwiło się najmłodsze dziecko.

– To nic takiego specjalnego-  powiedziało najstarsze.

I wtedy dorośli zaczęli się martwić… może nie jest to dostatecznie specjalne! Może żołnierze się rozzłoszczą!

– Może powinniśmy dodać trochę ziół,- powiedziała Babcia.

– Może też kilka liści kapusty,-  powiedziała wdowa, dodając kilka do garnka.

– I parę grzybków,- dodał Dziadek.

– Oczywiście!- wykrzyknęła wdowa i posłała najstarsze dzieci do lasu, aby zebrały największe, najsoczystsze grzyby, rośliny i jagody.

Kiedy wrócili, każdy dodał jeszcze trochę. . . i potem jeszcze troszkę więcej składników. Po chwili gotowali przepysznie pachnący gulasz, który dusząc się na wolnym ogniu skwierczał i rozsyłał wyśmienite zapachy. Te, unosząc się dookoła małej kuchni, sprawiały, że brzuchy dzieci burczały coraz bardziej a ich oczy robiły się coraz większe z głodu.

– Kiedy my możemy jeść?- spytały dzieci.

– Kiedy żołnierze sobie pójdą- powiedziała wdowa, i położyła pokrywkę na garnek, żeby nie kusić dzieci wspaniałymi zapachami.

I właśnie wtedy usłyszeli pukanie do drzwi. Było samo południe.

– Usiądźcie spokojnie!- Powiedziała wdowa do swoich dzieci. – Schowajcie obierki z ziemniaków żebyśmy mogli zrobić nasza zupę.

Wdowa otworzyła drzwi i zaprosiła żołnierzy do środka aby usiedli przy kuchennym stole.

Dzieci patrzyły jak żołnierze zdejmują czapki i siadają na krzesłach za małym stołem.

Stół był zastawiony dwiema miskami, dwiema łyżkami i dwoma widelcami. Kiedy wdowa niosła garnek znad ognia na stół, wszystkich oczy skupione były na żołnierzach. Żołnierz o jasnych włosach wyjął razowy chleb z kieszeni i połamał go na mniejsze kawałki by podzielić się ze swoim kolegom gdy garnek z gulaszem został położony przed nimi. . . co jeśli nie będzie im smakować? Co wtedy zrobią?  

Wdowa podniosła pokrywkę od garnka. Obaj żołnierze wpatrywali się z niedowierzaniem, podczas gdy ona nabierała chochlą rosół i masywne kawałki ziemniaków by przelać je do ich misek. 

– Co to jest?- wykrzyczał jeden z żołnierzy. – Chcemy frytki!

Dzieci patrzyły zaniepokojone kiedy wdowa tłumaczyła, – My tak gotujemy frytki.

– Nie tak gotuje się frytki!- Krzyknął żołnierz o ciemnych włosach, wydzierając chochlę z rąk wdowy i wkładając ją z powrotem do garnka.

– Usiądź!- Powiedział żołnierz o jasnych włosach do swojego kolegi. -Jestem głodny. Zjedzmy to.

– Ale ja chciałem frytki!

– Chociaż spróbuj, – powiedział jego kolega. Z tymi słowami podniósł swoją łyżkę i podmuchał    delikatnie aż para zawirowała wokół jego rąk. Dzieci wpatrywały się w wodę, która skraplała się na brzegach jego okularów. Ziemniaki były bardzo gorące.  Może nawet zbyt gorące!

Żołnierz o jasnych włosach w końcu włożył łyżkę do ust siorbiąc zupę przez zęby.

– I co?- spytał żołnierz o ciemnych włosach.

Żołnierz o jasnej karnacji splunął wokół stołu. – Co za świńskie pomyje!- wykrzyczał.

Wdowa odsunęła się na wypadek gdyby żołnierz chciał ją uderzyć. Dzieci skuliły się ze strachu. Najmłodsze dziecko zaczęło płakać i Babcia musiała je uciszyć.

– Karmicie nas jedzeniem, które nadaje się tylko dla świń!- Powiedział, a jego twarz wykrzywiła się w złości. Wstał od stołu i ciągnąc za pasek rozpięty na wskroś jego piersi, przewiesił broń przez ramię.

Dzieci patrzyły w strachu podczas gdy jego kciuk gładził szorstką skórę paska od karabinu.

– Przepraszam,- powiedziała wdowa, odsuwając się dalej od stołu. – To jest nasz ulubiony przepis.

– Ulubiony przepis! To są świńskie pomyje! – odpowiedział, prawie przez śmiech.

– Wasz ulubiony przepis to świńskie pomyje!- przedrzeźniał ją żołnierz z ciemnymi włosami.

– Chodź!- Powiedział żołnierz o jasnych włosach do swego kolegi, – Zostawmy ten świński pałac! Ci głupi chłopi nie wiedzą nawet jak przygotować frytki! Ha!

To powiedziawszy, obydwoje wyszli z domu wdowy, nabijając się z tego jak głupi są chłopi, którzy nawet nie wiedza jak usmażyć frytki.

Kiedy już upewnili się, że żołnierzy poszli na dobre, rodzina dodała obierki od ziemniaków do garnka i zagotowała całość ponownie, dodając jeszcze więcej ziół dla wyraźniejszego smaku. Później wszyscy zebrali się wokół stołu i podzieli się najsmaczniejszym gulaszem jakim kiedykolwiek mieli okazję się delektować. Maczając duże kawałki razowego chleba w rosole buchającym parą jedli aż ich brzuchy były tak pełne, że wydawało im się że zaraz pękną.