The Brothers Who Met Poverty

Find out more
about the contributors

The Brothers Who Met Poverty

A Polish Story by Aleksandra-Dokurno


Bracia i ich Bieda

Dawno, dawno temu, w małej wsi daleko stąd, mieszkało dwóch braci – Antek i Jonek.

Jonek był miłym człowiekiem z dobrym sercem. Zawsze cierpliwy i chętny do pomocy innym, z wdzięcznością przejął rodzinne gospodarstwo kiedy jego rodzice byli już za starzy aby się pracowac na roli i opiekować zwierzętami. Jonek był zdolnym rolnikiem, i wkrótce ożenił się z piękną kobietą, również dobra i pracowita jak on sam.

Antek z początku pomagał bratu, ale szybko się znudził pracą na roli, więc zmieniał prace co raz – na początku został pomocnikiem stolarza, potem pomagał piekarzowi,  a w końcu pracował u kowala. Antek był strasznie leniwy, i nie zdołał utrzymać roboty na długo – zmieniał pracę co raz jak tylko stała się zbyt trudna lub zbyt męcząca. W końcu osiedlił się i ożenił się z córką pewnej bogatej wdowy.  Odtąd jego życie było łatwe i wygodne, pełne luksusu i żadnego wysiłku.

Jonek, chociaż był pracowity i uczciwy, nie miał tyle szczęścia. Harował  w polu, ale uprawy kiepsko rosły, i żniwa były dość nędzne. Jeśli już jakieś zboże urosło, wkrótce  zmarniało w okropnych  deszczach  i burzach , lub zostało zniszczone przez szalejące  wiatry. Jego bydło było nieustannie głodne i nękane chorobami.

Żona Jonka też cierpiała – ciężko zachorowała. A jak już powracała do zdrowia, czworo ich dzieci zachorowało na febrę.

Jak skończyły się im wszystkie pieniądze , Jonek był zmuszony udać się do bezdusznego brata po pomoc.

„Antek, pożycz mi trochę pieniędzy” błagał Jonek. „Moje ukochane dzieci są chore, koń mi zdycha,  a wół kuleje. Nie  mam więc jak pracować, i wszyscy jesteśmy tacy głodni.”

„Dobrze, ale będziesz musiał mi oddać co do grosza, nawet z nawiązką” odpowiedział Antek, uśmiechając się chciwie.

Jonek był bardzo zasmucony że bratu zabrakło współczucia, ale nie miał wyjścia. Pożyczył pieniądze od brata, mimo jego wygórowanych wymagań.

Jonek wciąż zapożyczał  się u brata, a Antek w duchu się cieszył.  Wiedział że pewnego dnia będzie mógł przejąć za długi rodzinne gospodarstwo  tylko dla siebie.

Niewiele czasu minęło, a życzenie złośliwego brata się spełniło. Jonek nie nadążał ze spłatami, i nastąpił dzień kiedy już nie było go stać na utrzymanie gospodarstwa. W końcu został zmuszony aby poszukać nowego domu.

 Chciwy i złośliwy Antek, zaczął się wprowadzać do rodzinnego gospodarstwa jeszcze zanim Antek i jego rodzina opuścili dom.

Pomimo wszystkich tych nieszczęść i prześladującego go pecha, Jonek nie tracił wiary. Mówił żonie: „ Naobrzeżu wsijest mała chatka, w której kiedyś mieszkał pasterz. Powinno jakoś nam się udać tam razem zamieszkać.”

Pomimo determinacji aby zachować resztki optymizmu, Jonek nie mógł się powstrzymać i gorzko zapłakał  na progu rodzinnego domu. Opuścił gospodarstwo razem z żoną i siedmioro dziećmi. Cały swój dobytek taszczyli na plecach, bo niemiłosierny brat odmówił użyczenia fury.

Jonek zmuszony był sprzedać swoje krowy za mniej niż połowę ich wartości, i spróbował jak tylko mógł się zasiedlić w nowym domku na obrzeżu miasta.

Żona i dzieci uprawiały małe warzywne grządki w niewielkim ogródku, podczas gdy  Jonek imał się wszelkich prac gdzie się tylko dało. Cała rodzina spędziła wiele lat w tej chatce, żyjąc nędznie, głodnie i biednie. Wciąż bez pieniędzy na najpotrzebniejsze ubrania, żywność czy lekarstwa. Cały czas żyjąc w obawie przed wilkami które grasowały w pobliskim lesie. Podczas tych trudnych lat, Antek, bezduszny brat, został najbogatszym gospodarzem w całej okolicy. Ale ani razu nie przyszło mu do głowy aby pomóc bratu.

Pewnego dnia, gdy Antek wyprawiał huczne wesele swojej najstarszej córce, Jonek poszedł do kościoła pomodlić się o pomoc. W kościele zobaczył Antka z całą jego rodziną. Siedzieli w przednim rzędzie, wystrojeni w drogie futra, szaty z jedwabiu, i buty z miękkiej skóry,gdy tymczasem Jonek siedział z tyłu, głodny i drżący z zimna w brudnych łachmanach.

Gdy zakończyła się uroczystość w kościele, Jonek dołączył do  orszaku ślubnego i doszedł aż do swojego dawnego gospodarstwa. Trzymał się na uboczu aby nikt go nie rozpoznał, oczy miał pełne łez  gdy w smutku patrzył na to wszystko co utracił. Jak dotarł do domostwa, zatrzymał się stulony w progu, i cichutko poprosił brata: „Bracie” zaszeptał. „Boże Ci pobłogosław. Jestem taki głodny. Moja żona i dzieci są wygłodzone. Wspomóż nas w tym dniu uroczystym, proszę cię.”

Jak Antek zobaczył swego brata biedaka, zawarczał: „Próżniakom nie pomagam.” Wziął ze stołu ogryziony gnat prawie bez mięsa i rzucił bratu nędzną jałmużnę.

Jonek, struchlały z oburzenia i rozpaczy z zachowania brata, wziął gnat w rękę i wybiegł na wieś w ciemną, zimną noc.

Niedługo, Jonek się znalazł na brzegu rzeki, która płynęła niedaleko wsi. Sam sobie szeptnął: „Czemu tak się męczysz? Wskocz, wskocz. Woda jest wystarczająco głęboka – możesz to skończyć…”

Lecz Jonek wiedział że nie może zostawić swojej rodziny – sami by sobie nie poradzili. Opadł na zrosiałą trawę i zaczął ogryzać resztki mięsa z gnatu danego przez brata.

Nagle Jonek poczuł zimną dłoń na ramieniu i usłyszał cichy głos: „Daj mi troszkę mięsa. Daj mi proszę.”

Biedak obejrzał się za siebie i ujrzał dziwne widmo: chude, wysokie stworzenie, a skóra okalająca  wystające kości tak cieniutka  że wyglądała prawie przezroczysta w świetle księżyca. Istota była upiornie blada, a oczy miała zapadłe i podkrążone. Usta były tak niezwykle czerwone, że odbijały światło przy tej trupiej bladości.  Postać była otulona płachtą z pajęczyny, a jej głowę ozdabiał wianek z kruchej, uschłej paproci. Ta okrutna zjawa była  jak z najgorszych koszmarów , ale Jonek nie czuł strachu.

„Czego chcesz ode mnie?” zapytał biedak. „Przecież sama widzisz,  została tylko sama kość .”

„Daj mi resztki” wyszeptała zjawa. „Daj chociaż polizać resztki z kości. Jestem Twoją Biedą, i towarzyszę ci od lat. Dzielimy jeden los, ty i ja.”

Na te słowa zerwał się Jonek na nogi i krzyknął: „Ty szkodniku! Ty nędzo! To przez ciebie moja rodzina cierpi z głodu, z zimna, i chorób . To ty wniosłaś tą nędze i żałość w moje życie! Pozbędę się ciebie raz na zawsze!”

Lecz Bieda nawet nie drgnęła na tego jego krzyki. Odpowiedziała spokojnie: „Co ty mi zrobisz, biedny człowieku? Żadne ludzkie stworzenie mnie ani zranić ani zabić nie może. Ciało moje to tylko mgła, nietykalne. Posłuchaj mnie: Daj mi tą kość, a ja przez jeden dzień zostawię cię w spokoju, ciebie i twoją rodzinę.”

Jonek był bardzo głodny, ale nie mógł odmówić sobie  tego jednego dnia spokoju, bez Biedy prześladywającej jego calą rodzinę.

Otarł oczy z łez, i oddał gnat tej dziwnej istocie.

Bieda wyrwała kość z drżącej ręki Jonka, i zaczęła ochoczo obgryzać każdy najmniejszy kawalątek mięsa. Widząc małą dziurkę w zaokrąglonym końcu kości, włożyła kościstą dłoń w otwór, później drugą, i w końcu wślizgnęła się cała jak upiorny wąż, aby wyssać soczysty szpik ukryty wewnątrz kości.

Widząc to, Jonek wpadł na pewien pomysł. Podniósł z trawy malutką gałąź , i szybko wcisnął ją w otwór w kości, zamykając Biedę w środku. Zamachnął się i rzucił kość jak najdalej, w ciemną wodę. Usłyszał ciche chlapnięcie wody gdy gnat zniknął w zamulonym nurcie rzeki.

Jak tylko kość zniknęła pod wodą, Jonek poczuł spokój w samym sercu, a z jego ramion opadł jakby wielki ciężar który nosił już od lat.

Jonek skierował się do wsi. Jak tylko odszedł od rzeki, przestał myśleć o widmie. Zaczął gwizdać wesołą piosenkę, i po raz pierwszy od wielu lat poczuł przypływ optymizmu .

Po drodze do domu gdy Jonek przechodził obok  wiejskiej karczmy przywitali go starzy znajomi i sąsiedzi. Zaprosili go do środka, aby się z nimi napił. Zaczęli wspominać dawne dobre czasy – wielu ludzi ze wsi zebrało się tej nocy, wspominając pracowitość Jonka, i jego dobre serce. Pytali go czy by mógłby pomóc im przy utrzymaniu gospodarstw i interesów, bo wszyscy wiedzieli że Jonek był wszechstronny i dokładny w swojej pracy.

Najstarszy z całego zgromadzenia wyciągnął stos złotych monet, dał Jonkowi dwieście sztuk,  aby kupił konia i zapewnił rodzinie lepsze życie. Jonek wdzięcznie przyjął dar, przyrzekając ze odda złoto jak tylko będzie mógł.  I szybko udał sie do domu, do żony.

Gdy Jonek dotarł do chatki na brzegu wsi, słońce wschodziło za polami. Żona z dziećmi czekały na niego na działce, wszyscy uśmiechnięci i szczęśliwi.

„Ludzie ze wsi przyszli do nas jak ciebie nie było, i podarowali nam ten wóz pełen mąki, pszenicy, kaszy i fasoli!” wykrzyknęła żona. „Jest także mięso, i ciepłe ubrania dla dzieci!”

Jonek był uradowany. Uklęknął na ziemi i pomodlił się – podziękował Bogu za wszystkie dary.

„Nareszcie,” pomyślał, „przekleństwo Biedy opuściło moją rodzinę, w końcu możemy żyć szczęśliwie i w spokoju.”

Od tego dnia, Jonka szczęście się mnożyło. Zbudował nowy dom dla swojej rodziny,  dokupił ziemi z sąsiedniego gospodarstwa. . Także kupił dwa konie, kilka krów, a nawet woła zaprzęgowego.

Zajął się ścinaniem drzew w lesie, sprzedając drewno ludziom z całej okolicy. Wkrótce był taki zapracowany że zatrudnił młodego parobka do pomocy. Jonka serce radowało się gdy widział jak jego rodzina żyła zdrowo i wesoło.

Cała wieś się cieszyła z powodzenia Jonka.  Wszyscy oprócz Antka. Antek z dnia na dzień stawał się coraz bardziej zazdrosny i rozżalony ze szczęścia brata.

Pewnego dnia, Antek zaprosił brata do dawnego gospodarstwa rodzinnego na kieliszek miodu. Jonek, zawsze gotów przebaczyć bratu, zgodził się na odwiedziny z nadzieją że znów będą mogli przyjaźnić się po bratersku.

Bracia siedzieli i pili przy rozgrzanym kominku, rozmawiając o dawnych czasach. Lecz Antek nie mógł się powstrzymać, i wkrótce się zezłościł. Nie mógł znieść szczęścia i radości swojego brata, i żądał wiedzieć jak Jonek zmienił okropny los na powodzenie. Oskarżył brata : „Pewnie ukradłeś pieniądze,” rzekł. „Lub może zakradłeś się w nocy do sąsiedniej wioski  i podprowadziłeś jedzenie i bydło?”

Jonek był zraniony że Antek mógł go oskarżyć o nieuczciwość, i zdecydował się więc zwierzyć bratu. Opowiedział jak Bieda prześladowała jego rodzinę przez wiele lat, i jak w końcu oszukał Biedę, więziąc ją w kości i rzucając do rzeki.

Właśnie na to czekał podstępny brat.

Antek pożegnał brata, i poczekał aż zapadła noc. Wtedy pobiegł najszybciej jak tylko mógł do brzegu rzeki , i wskoczył do mulistej wody, nurkując aż po dno, szukając gnatu. W końcu poczuł pod ręką długą kość która wystawała z gęstych roślin na dnie rzeki.

 

Antek wypłynął na brzeg, i pośpiesznie zaczął szarpać gałązkę aż wreszcie udało mu się ją wydostać z otworu w kości.

Nagle zabrzmiał głośny  gwizd, i nastąpiła oślepiająca jasność. Upuścił kość ze strachu. Bieda pojawiła się u jego boku, objęła go czule, wyśpiewując: „Mój zbawco! Wyzwoliłeś mnie! Teraz tobie będę wiernie towarzyszyć aż do dnia twojej śmierci!”

Antek odpowiedział niepewnie: „Nie, pomyliłaś się. Mój brat jest tym którego musisz nawiedzić.”

„Och nie, przyjacielu,” zasyczała Bieda, „ty mnie uwolniłeś,więc to ty będziesz miał Biedę aż do końca twych dni.”

Dopiero wtedy Antek zdał sobie sprawę jak wielki popełnił błąd.

Okrutny brat pędem uciekł od rzeki, lecz kiedy dotarł do domu, zobaczył że dom się pali,  a całe bydło rozbiegło się po polu. Jego żona podbiegła do niego, przygnębiona. Opowiedziała mu jak wilki pożarły ich owce, i że koni nie ma w stajni. „Co teraz zrobimy?” krzyczała. „Jak mógł nas trafić taki pech w jedną noc?”

Antek upadł na kolana, nieszczęśliwy i pełen żałości za swój uczynek. Strasznie się bał. Bał się, bo wiedział że jego pech dopiero się zaczyna.

Mijały tygodnie i miesiące,a Antek i jego rodzina cierpiała z głodu i strapienia. Jonek próbował pomóc bratu jak tylko mógł, lecz pomimo jego pomocy, nieszczęścia i klęski przypadały Antkowi.

Wkrótce Antek ciężko zachorował, i nikt nie był w stanie mu pomóc. Każdy dobry uczynek kończył się niepowodzeniem i  strapieniem. Ale tylko Antek zdawał sobie sprawę dlaczego. „Tylko przez moją śmierć może mnie opuścić Bieda,” pomyślał. „Jednak zapłacę za moje złe uczynki.”

Pewnej zimowej nocy, Antek zmarł we snie. Dopiero wtedy Bieda opuściła jego rodzinę. Klątwa została zdjęta i mogli rozpocząć nowe życie  w spokoju.

A Jonek i jego rodzina żyli długo i szczęśliwie. Jonek z żoną doczekali wnuków, gospodarstwo świetnie prosperowało, a nad wszystkim górował śmiech szczęśliwych dzieci.